i just don't want to die without a few scars...

Taka piękna, długa notka. Taka piękna, długo pisana, z uczuciem,
blablabla. W sumie to nie chce mi się drugi raz pisać o tym samym... ale przydałoby się. Więc piszę.
Szłam wczoraj na hiszpański. Była godzina 17, mróz. W uszach dźwięczały mi moje ukochane, dołujące piosenki. Obserwowałam niebo, niezwykłe niebo. A barwę miało, przypominam: wieczorem, koloru delikatnego, ciepłego, pastelowego błękitu. U dołu już ciemniejszego turkusu, niebieskiego. Z daleka było różowawe, później odnalazłam też barwy fioletu i pomarańczy. Całe niebo przecinały białe pasy utworzone przez samoloty. Może niektórym wydaje to się dziwne, że to przemyśleń skłoniło mnie po prostu... niebo. Ale tak jest. Jestem wrażliwa na takie rzeczy, strasznie żałuję, że nie miałam przy sobie aparatu fotograficznego, uwieczniłabym tą chwilę. A jaki to były przemyślenia? Doszłam do nieciekawych wniosków z mojego własnego życia... często je po prostu marnowałam. Widząc wszystko w czarnych barwach, czarne charaktery, scenariusze, sytuacje. Czysty pesymizm, klapki na oczy, jakkolwiek by było: i tak jest źle, nieszczęśliwie, smutno, samotnie.
I just don't want to die without a few scars... Nie chcę umrzeć bez blizn,
NIE DA się umrzeć bez blizn. Ale chcę przeżyć życie, z wysoko podniesioną głową, patrząc nie tylko na to, co jest złe.
I tak sobie wczoraj powiedziałam: jutro (czyli dziś), spojrzysz w lustro, powiesz sobie, że jesteś fajną laską a dzień będzie dobry i pójdziesz z podniesioną głową na spotkanie dnia. I tak zrobiłam. I wiecie co... mam dobry humor.
Po części mam na wiele spraw wyjebane, nawet na tą, która spędzała mi sen z powiek (metaforycznie oczywiście) i którą wczorajsza ja się zamartwiała, analizowała. Nie powiem o co chodzi, powiem tylko, że może i nawet przed sobą wychodzę na zimną sukę... ale nic na to nie poradzę, nie czuję też żadnych wyrzutów sumienia. Po prostu w dużej części... przestało mi zależeć.
Teraz mam wolny dom do soboty wieczorem, mam wreszcie czas na głośne słuchanie muzyki, obżeranie się, leżenie i nie myślenie o niczym, oglądanie tylu filmów ile się tylko da, wydurnianie się.
Ale także: gapienie na słońce i na niebo, kto wie, może dojdę do kolejnych wniosków.
Coraz bardziej uosabiam się z moją
Corrine... Ale kto wie, może to nie to. Może te cechy były głęboko we mnie, opisałam je i dopiero po tym się ujawniły.
ladyironia 11/03/2010 14:41:17 [
komentarzy 1]
Komentuj